Do kartofla
Tematyka: Inne | Tagi: kartofel, list, skarpetkiCzy czasem para skarpetek nie przypomina Wam pary zakochanych? Najpierw razem, prawie non stop jedno przy drugim, przylegając ciałami wypełnionymi pragnieniem. Rozdzieleni po to, by spełnić swe podstawowe zadanie, po prostu żyjąc. Dla skarpetek jest to bycie na stopach człowieka, który je przywdział. Wtedy są wciąż blisko siebie, choć nie aż tak, jak wcześniej. Następnie trafiają do kosza z brudnymi ubraniami i tam dalej są razem, czasem bliżej, czasem dalej, ale ciągle jako para.
A potem naturalną koleją rzeczy wpadają w takie zawirowanie, po którym życie nie zawsze wraca do normy. Świat wiruje, napływają coraz to nowe fale, kolejne zawirowania, by w końcu ucichnąć. I co następuje potem? Jakże często nasi bohaterowie zostają na zawsze rozdzieleni. Ciężko ich z powrotem sparować, czasami podejmowane są próby związania się z inną skarpetką, ale szybko wychodzi, że po prostu nie pasują do siebie. I w ten sposób szuflada, pełna niegdyś cudnych, szczęśliwych par staje się składowiskiem niedopasowanych singli, które przeleżawszy wegetując finalnie skończą w koszu…
Już mnie głowa boli od tego kombinowania, dlaczego pies wybiera inne miejsce na załatwienie potrzeb niż te, które sobie tak starannie wyszukał. Może po prostu ma taki kaprys. Może chce, by jego opiekun się nad tym zastanawiał. Znam jednego takiego opiekuna, który sam uwolnił swój umysł od tej zagadki, powierzając jej rozwiązanie dociekliwej przyjaciółce. I niniejszym chciałabym mu zakomunikować, żeby może podał inny temat do rozważań. Być może, gdy uwolnię nieco umysł od dociekań na temat psa przerzucając się na inne zagadnienie, wtedy pojawi się rozwiązanie słuszne, a jeśli nawet nie, to przynajmniej może błyskotliwe.
Niespełna pięć godzin snu ogranicza nieco mój umysł, dlatego mam nadzieję, że ewentualny kolejny problem będzie z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych. A propos lekkości, to chyba przytyłam jeden bądź dwa kilogramy i muszę się w końcu wziąć za robienie tak zwanych brzuszków. Z drugiej jednak strony dumna jestem z siebie w kwestii walki z czekoladowym nałogiem. No dobra, kartoflu jeden, wymyśl coś nowego przy piątku.