Zimno
Jest mi zimno. Mam wrażenie, że cieplej jest na dworze niż w domu. Byłyśmy dziś w lesie na niemalże dwugodzinnym spacerze i zdjęłam kurtkę, pozostając w samej bluzce. A w domu siedzę w dodatkowej bluzie i trzęsę się z zimna. Mogłabym podkręcić ogrzewanie, ale skoro zimę przetrwałam grzejąc tyle, co nic, to i teraz jakoś to przetrwam. Ta konieczność oszczędzania zrujnuje moje zdrowie, już drugi tydzień chodzę przeziębiona. Oczywiście nic z tym nie robię i obawiam się, że na tak zwane „stare lata” wyjdą wszystkie moje zaniedbania. Ale w tej chwili ze względów ekonomicznych nie mogę postępować inaczej.
Nie mogę pozwolić sobie na zwolnienie lekarskie, bo wtedy dostałabym osiemdziesiąt procent pensji, a leki też kosztują. Gdy w grudniu miałam gorączkę trzydzieści dziewięć stopni, wzięłam po prostu dwa dni urlopu na żądanie i leczyłam się aspiryną. Jakoś mi wszystko przeszło, choć do dziś czuję chrobotanie w płucu. Niezbyt to mądre, wiem, ale niestety dbanie o zdrowie musze odłożyć najlepsze czasy.